KSIĄDZ EDOUARD KAWALEC: - RELIGIJNOŚĆ MOICH PARAFIAN JEST INNA OD POLSKIEJ
Dodane przez adriannah dnia Listopad 16 2015 16:22:49
Duży Format (dodatek do Gazety Wyborczej) opublikował na swoich łamach obszerny, interesujący reportaż na temat chrześcijaństwa w obecnej Francji. Wśród przytaczanych wypowiedzi, znaleźć możemy też relację ks. Edouarda Kawalca z podnantejskiej parafii w Couëron.
Rozszerzona zawartość newsa

Duży Format (dodatek do Gazety Wyborczej) opublikował na swoich łamach obszerny, interesujący reportaż na temat chrześcijaństwa w obecnej Francji. Wśród przytaczanych wypowiedzi, znaleźć możemy też relację ks. Edouarda Kawalca z podnantejskiej parafii w Couëron.


Poniżej przedruk fragmentu artykułu:

"- Gdy przejąłem kościół w 1977 roku, zdecydowałem, że nie będę żądać pieniędzy na mszy. Umówiłem się z parafianami, że oni utrzymają kościół, a ja znajdę pracę. Nie mogłem być ciężarem dla tych kilkudziesięciu rodzin - opowiada 72-letni ksiądz Edouard Kawalec, proboszcz kościoła Notre-Dame-de-Miséricorde w Bretanii.

Dwieście metrów od kościoła jest zajezdnia autobusowa, potrzebowali kierowcy. Wyjeżdżałem z zajezdni o piątej, o ósmej msza i z powrotem do autobusu. W sprawach chrztów i ślubów spotykałem się z ludźmi po ostatnim kursie.

Pasażerowie w autobusie kłócili się ze mną o to, że Kościół nie zgadza się na rozwody, małżeństwa gejów, aborcję. Musiałem im spokojnie odpowiadać. Zapraszałem na lampkę wina w parafii. W autobusie przekonałem do małżeństw kościelnych z 15 par nienależących do parafii. Niektórych nakłoniłem, by ochrzcili dzieci. Jeździłem 20 lat. Jak dziś idę na zakupy, wiele osób rozpoznaje we mnie kierowcę, który woził ich do pracy. Gdy mówię, że jestem księdzem, ludzie innej religii pytają, co to znaczy.

Z Kościoła francuskiego odeszła masa ludzi, bo im zabierał wolność. Ale teraz przychodzą z pytaniami. Niczego mi nie brakuje, tylko radości życia, mówią.

Ksiądz Edouard urodził się w 1943 roku w Chyżnem. Chodzi jak księża francuscy: w krawacie i z krzyżykiem. Gdyby we Francji chodził w sutannie, wzięliby go za integrystę. Jego parafianie to pół na pół Polacy i Francuzi.

- W Couëron jestem już 38 lat. Tylko ja i ocean, bo w odległości stu kilometrów nie ma drugiej parafii. Udało mi się zdążyć na czas, by Polaków przytrzymać w Kościele. To już było trzecie pokolenie, ich dziadkowie przyjechali tu w latach 20. do pracy w fabryce metalu. Religijność moich parafian jest inna od polskiej. Spowiedź rozumieją jako bezpośredni kontakt z Bogiem. Jeśli ktoś idzie do księdza, to szuka oparcia, niekoniecznie rozgrzeszenia. Ksiądz nie ma być sędzią. Jakbym tutaj tak mówił o grzechu jak księża w Polsce, toby się ze mnie śmiali. Polak gdziekolwiek się ruszy, widzi grzech. To nie do życia. Zresztą jakbym komuś nie dał rozgrzeszenia, bo się rozwiódł, toby powiedział, że trudno, on i tak do komunii pójdzie. Gdybym próbował narzucić polski styl, tobym został w kościele sam na sam z pająkami. Polski Kościół jest jak pies na łańcuchu: msze są zaprogramowane, spowiedzi też, a ludzie się do tego dostosowują. Ale z czasem będzie jak we Francji, kościół zostanie zmuszony do zmiany metod, bo wierni staną się bardziej wymagający."


Cały tekst reportażu dostępny jest na stronie: Robotnik Pana Boga. Francuski ksiądz: Jakbym mówił tu o grzechu tak jak księża w Polsce, toby się ze mnie śmiali, Anna Pamuła, Duży Format.


(map)